Moje stąpanie po Ziemi czasem boli.
Moje stąpanie po Ziemi czasem jest szalone i pełne życia.
Moje stąpanie po Ziemi w końcu zaczyna mieć jakiś wyraźniejszy Smak i Sens.
Długo zastanawiałam się czemu mam i miałam tyle smuteczków wokół,
tyle ciężkości w naszych rodzinach, tyle trudnych sytuacji.
W tym wszystkim Ja, która jak nie pisze to, uwierzcie mi na słowo,
jestem jedną z najbardziej uśmiechniętych, wesołych i lekko szurniętych osób na tym świecie.
Zaraz pod skórą natomiast zaczyna się moja wysoko wrażliwość, jakbym czuła za dużo,
myślałam jeszcze do nie tak dawna! że o wiele za dużo, jak to ten włos na 6 a nie „tylko” na 4 podzielić.
Dodreptałam to wielu pięknych i mądrych książek.
Zrobiłam wiele Achów i Ochów,
aż zaczęłam praktykować codzienną uważność, codzienną medytację i codzienną modlitwę.
I w całym tym zamieszaniu, moim i moich rodziców i naszych przodków,
w pomieszaniu z moim charakterem, skrajnościami i dziwnościami,
z jakimś takim luzem wielkim, a z drugiej strony ze spięciem po kosmos,
w domieszce doświadczenia tych wielu historii, nagle wszystko zaczęło się układać.
We mnie.
W tym, co pokazuje mi moja codzienność.
W tym, co mówi do mnie świat ..albo niby tylko małe dziecko.
Zaczęłam uczyć się jak to jest patrzeć na siebie i swoje życie z innej perspektywy i ze znaczącego dystansu.
Na emocje, które mnie prowadzą, a już nie mną prowadzą.
Na rzeczy, które chcę i lubię, a które już nie po prostu.
Wiele się zmieniło, we mnie, w środku.
I nagle Eureka!
Nie możemy znaleźć tych rzeczy, które tak chcemy,
bo mamy się nimi STAĆ, a nie mieć.
Nie możemy odnaleźć spokoju w sobie, bo mamy się nim sami najpierw stać, a nie mieć, a nie zdobyć.
To tylko praktyka, nie czary.
Jak to możliwe, że tyle lat upłynęło mi na Ziemi, a ja dopiero teraz mogę odnaleźć to Niebo?
Jak to się stało, że w większej ilości społeczeństwa jeszcze nie wiemy,
że to co w niebie to i na ziemi może stać się tylko dzięki nam samym?
Ile osób tyle dróg.
Ile pomysłów tyle sposobów.
Moja Droga doprowadziła mnie do tego, że mogę łączyć
moją duchowość, mój rozwój, moją wrażliwość i serce
z obfitością życia codziennego,
z zachodem słońca, które zapiera dech w piersi,
z kieliszkiem wina, który smakuje mi najlepiej we dwoje,
ze spokojem i pewnością, że wszystko czego potrzebuję – dostaję,
bo żyję na Ziemi i potrzebuję również zapłacić rachunki i mieć gdzie mieszkać.
Połączenie głębi i materii.
Połączenie logiki i czucia.
Połączenie kobiecości i męskości.
Połączenie Wschodu i Zachodu.
Jesteśmy najsilniejsi w swojej Pełni.
To właśnie znaczy dla mnie Amen.
Niech tak się stanie.
Co oznacza Prowadzenie?
To życie, które daje mi znaki.
To słowa, które tylko ja usłyszę.
To symbole, które tylko ja zobaczę i zrozumiem.
Gdy praktykuję medytację i uważność zaczynam widzieć świat inaczej.
Gdy wzbogacę je o modlitwę i intencję.
Zaczynają dziać się Cuda.
Najpierw we mnie,
a potem w moim świecie.
Wszyscy to znamy
„Zmień siebie, a wszystko wokół podąży za Tobą”
„Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać innych rezultatów”.
Powiedział nam kiedyś mądry Albert Einstein
Prowadzenie a Religie
W mojej Rodzinie jest wiele religii.
Mamy i Katolików, i Żydów i Świadków Jehowy i Ateistów.
Specjalnie wymieniam dużą literą.
Do dużej litery należy szacunek dla każdej z nich i każdego kto wierzy w swoją Prawdę.
W moim doświadczeniu zaczęły uwierać mnie jednak pewne nie-zgodności.
Ta wieczna walka pomiędzy ludźmi,
kto ma większą Rację.
Kto jest mądrzejszy.
A może kto ma więcej szczęścia, że urodził się już w tej „wybranej” rodzinie,
tej „specjalnej” religii?
Hmmmm to takie ludzkie właśnie myślę.
Takie trochę może za płytkie jak na Boga wszystkich istot ludzkich?
„Wejdźcie przez tą wąską ścieżkę” i cały tłum idzie przepychając się przez siebie łokciami!
Może jeśli ma to mieć głębsze znaczenie i rzeczywiście chodzi o tą trudniejszą i naprawdę wąską ścieżkę,
to może mianownik jest gdzie indziej niż nazwa religii?
Piszę dużą literą o wszystkich religiach,
bo znalazłam w każdej z nich ludzi o wierze, uczynkach i wartościach,
którzy znaczą swoje życie właśnie tą dużą literą.
Może więc to nie jeden człowiek ma klucz to racji?
Nie ksiądz, rabin czy starszy brat.
Może, znowu, ten klucz dzierży każdy z nas?
W swoim wnętrzu?
W swojej prawdzie i jakości, która tworzy jego życie?
W moim życiu otarłam się o prawie brak wiary
już w nic.
Patrząc na ludzi byłam całą sobą nie zgadzająca się.
Czy mury i zasady, które dzielą mogą być miłością,
której mieliśmy się uczyć od większych od nas, jak Jezus na przykład?
Czy czasem nie stworzyliśmy sobie naszych małych obozów umysłowych?
W których czcimy sami siebie i poklepujemy się po plecach, bo mamy tak samo na imię?
W mojej nie-zgodzie otworzyłam jeszcze bardziej moje oczy i zaczęłam patrzeć na inne religie.
W każdej znalazłam ludzi, którzy są piękni w swej wierze i zasadach,
i w każdej znalazłam takich, którzy nie są godni uścisku dłoni.
Są jednak akceptowani bardziej niż inni ludzie na świecie,
bo mają tą samą nazwę religii, tą samą „przynależność”.
W czasie mojej nie-zgody natrafiłam na serię odcinków National Geographic
o naszym wszechświecie, naszej planecie i nas ludziach.
Z każdym odcinkiem byłam co raz bardziej zdumiona i zafascynowana
jak ruchy choćby wody współgrają ze sobą, by mógł współgrać ze sobą cały świat.
Jak ważna jest kropla, jak ważny jest ruch,
światło, księżyc, energia, która nas otacza,
jak skonstruowany jest nasz mózg, ciało, serce,
jakie cuda nas otaczają, natura, żywioły, zwierzęta, planety, kosmos…
Zadałam sobie wtedy pytanie, które długo mi wibrowało,
jak to możliwe, że ktoś tego nie zaprojektował?
Jak to możliwe, że mogłoby to wszystko i my wyjść z przypadku?
Tak więc, wolałam przyznać błąd człowiekowi i jego stworzonym religiom.
Tak więc, dlatego postanowiłam, że wzniosę się ponad religie, które dzielą, a nie łączą.
Od tego czasu pozostałam przy mojej własnej modlitwie,
takiej jak potrafię, ale mojej i szczerej,
do Tego, którego jedni z nas nazywają Bogiem,
inni Światłem, a jeszcze inni Energią, która nas stworzyła.
I zaczęło się moje Prowadzenie,
którego sama bym sobie lepiej nie wymyśliła.
Tak więc, może wspólny mianownik
jest w naszym człowieczeństwie,
a nie nazwach i przyzwyczajeniach, które boimy się sami sprawdzić?
Prowadzenie jest dostępne dla każdego z nas.
Uruchamia się je,
gdy rezygnujemy z
naszej chęci wszechwiedzy.
I prosimy o Prowadzenie.
Tylko tyle albo aż tyle.
Gdy rezygnujemy, by prowadziło nas nasze Ego
z pozycji głowy.
A otwieramy się na
prowadzenie z Serca,
to tam jest nasze czucie,
to tam jest nasza „łączność”.
Bo to My jesteśmy Cudem.